Myśl mnie naszła po lekturze opinii Biura Legislacyjnego Kancelarii Senatu oraz wpisu na blogu Lege Artis w sprawie ustawy zakazującej sprzedaży dopalaczy. Legislator poddaje miażdżącej krytyce projekt ustawy, co oczywiście nie przeszkodziło Senatowi aby głosować za jej przyjęciem bez poprawek.
Po zapoznaniu się z definicją stwierdzam, że Senat właśnie uchwalił ustawę, z mocy której nie można sprzedawać ani produkować niczego co może oddziaływać na organizm człowieka w sposób “odurzający”.
Według definicji zawartej w projekcie ustawy “dopalaczem”, który w odróżnieniu od narkotyków i innych wprost zakazanych środków odurzających zwie się środkiem zastępczym
jest substancja pochodzenia naturalnego lub syntetycznego w każdym stanie fizycznym lub produkt, roślina, grzyb lub ich część, zawierające taką substancję, używane zamiast środka odurzającego lub substancji psychotropowej lub w takich samych celach jak środek odurzający lub substancja psychotropowa, których wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu nie jest regulowane na podstawie przepisów odrębnych.
Ja bym napisał to prościej:
środkiem zastępczym jest cokolwiek, co może być użyte w celu odurzenia się, a nie zostało dopuszczone do obrotu na podstawie przepisów odrębnych.
Krócej, i wychodzi na to samo. Lepiej przy tym widać praktyczne skutki tej ustawy. Po wejściu w życie będzie można sprzedawać tylko to, co dopuści do obrotu prawodawca. Absurdalne? Ależ skąd, przecież podobnej treści regulacje już obowiązują w odniesieniu do niektórych grup produktów, np. leków.
Teraz wypada więc zrobić listę rzeczy, którymi w żadnych okolicznościach nie da się odurzyć. Sprzedaż lub produkcja rzeczy spoza tej listy może się skończyć nałożeniem kary pieniężnej do 1 mln złotych.
Pomysł miłościwie nam panujących wpisuje się w aktualnie obowiązujący nurt filozoficzny, zgodnie z którym człowieka należy traktować jak bydło czyli opiekować się nim aby w swej głupocie nie zrobił sobie krzywdy i dawał się jak najdłużej doić.